Marzanna wraca do rozmowy - i wiosna robi się bliższa

Marzanna wraca do rozmowy - i wiosna robi się bliższa

FOT. WCK Wadowice

W Wadowicach temat wiosny da się opowiedzieć nie tylko przez pogodę za oknem, ale też przez stare zwyczaje, które wciąż brzmią zaskakująco świeżo. Wadowickie Centrum Kultury przypomina, że pożegnanie zimy kiedyś było czymś więcej niż szkolnym spacerem z kukłą - to był ważny moment w kalendarzu wspólnoty 🌿

  • Pożegnać zimę, przywitać wiosnę - stary rytuał wciąż ma moc
  • Marzanna i gaik - duet, który zamykał stary czas i otwierał nowy
  • Dlaczego te obyczaje wciąż trafiają do nas tak prosto

Pożegnać zimę, przywitać wiosnę - stary rytuał wciąż ma moc

Dawniej koniec zimy naprawdę mógł oznaczać ulgę. Chłód, brak jedzenia i choroby sprawiały, że nadejście cieplejszych dni traktowano jak oddech po trudnym czasie, a nie tylko zmianę aury. Nic dziwnego, że ludzie chcieli ten moment jakoś oswoić - wspólnie, głośno i z wyraźnym symbolem.

Właśnie stąd wzięła się Marzanna. Słomiana kukła nie była zwykłą ozdobą, ale figurą tego, co martwe, ciężkie i niechciane. Wynoszono ją poza wieś, topiono albo palono, bo w symboliczny sposób miała zabrać ze sobą zimę, choroby i strach przed kolejnymi tygodniami bez słońca.

To, co dziś wygląda jak barwny zwyczaj, kiedyś miało całkiem poważny ciężar. Wierzono nawet, że po wrzuceniu Marzanny do wody nie wolno jej dotykać, a powrót bez oglądania się za siebie miał chronić przed nieszczęściem. Takie detale pokazują, jak mocno ludzie wierzyli w siłę gestu i wspólnego rytuału.

Marzanna i gaik - duet, który zamykał stary czas i otwierał nowy

Obrzęd nie kończył się na pożegnaniu zimy. Po wyniesieniu Marzanny pojawiał się gaik - zielona gałąź albo małe drzewko, czasem nazywane też goikiem, maikiem czy nowym latkiem. Był znakiem, że przyroda naprawdę rusza do przodu i że po martwym czasie wraca życie.

W wielu miejscach gaik noszono po domach, a jego pojawienie się miało przynosić pomyślność. To właśnie dlatego wiosenne obrzędy nie były pojedynczym epizodem, tylko całym mini-sezonem przejścia. Najpierw kończyło się to, co stare, potem zapraszało to, co świeże i zielone ☀️

Zresztą sam zwyczaj miał różne twarze. W różnych regionach mówiono o Morenie, Morze czy Śmiertce, a na Górnym Śląsku pojawiał się też Marzaniok - męska kukła, która szła w parze z Marzanną. Regionalne różnice pokazują, że tradycja nie była skostniała, tylko żyła po swojemu w zależności od miejsca.

Dlaczego te obyczaje wciąż trafiają do nas tak prosto

Według raportu Narodowego Instytutu Dziedzictwa 86% badanych uznało dziedzictwo kulturowe za ważne dla siebie osobiście, a 85,3% - za ważne dla całego społeczeństwa. I to widać także przy takich zwyczajach jak topienie Marzanny czy wnoszenie gaiku, bo one nie mówią wyłącznie o przeszłości. Mówią też o potrzebie porządkowania świata, dzielenia czasu na “przed” i “po” oraz przeżywania zmian razem z innymi.

Podobny mechanizm widać zresztą poza Polską. Dzień Świstaka, perski Nowruz czy japońskie hanami też opowiadają o tym samym - że człowiek lubi zaznaczać początek nowego etapu i nazwać go po swojemu. Wiosna, niezależnie od kraju, zawsze domaga się małego rytuału.

I może właśnie dlatego takie historie dobrze brzmią dziś w miejskiej kulturze. Nie trzeba odtwarzać wszystkiego co do kroku, żeby czuć sens tych gestów. Wystarczy wiedzieć, po co były i co dawały ludziom - poczucie wspólnoty, porządek i trochę nadziei na lepsze dni. A to, umówmy się, nadal jest nam potrzebne 💚

na podstawie: WCK Wadowice.